2018-06-05

Bardzo polskie spojrzenie okiem kamery

0

58. Krakowski Festiwal Filmowy pełen filmów na wysokim poziomie. Krótkie fabuły, animacje i dokumenty; pełnometrażowe produkcje kinowe. Z Polski i ze świata. Na tym festiwalu największe znaczenie mają jednak rodzime produkcje.

Zakończył się już 58. Krakowski Festiwal filmowy - jedna z najstarszych imprez w Europie poświęconych filmom dokumentalnym, animowanym oraz krótkim fabułom. W czterech konkursach - dokumentalnym, krótkometrażowym, polskim oraz muzycznych dokumentów DocFilmMusic - zaprezentowanych zostało około 250 filmów z Polski i z całego świata. Festiwalowi towarzyszyły też wystawy, koncerty, pokazy plenerowe oraz spotkania z twórcami. Najważniejsze jest jednak kino. I jak co roku - to właśnie ono zwyciężyło. Zwłaszcza to dokumentalne, z którym najmocniej kojarzy się KFF.

Rzeczywistość z punktu widzenia dyscypliny

Istotne miejsce w programie konkursu polskiego 58. Krakowskiego Festiwalu Filmowego zajmowała tematyka sportowa. Największa w tym zasługa młodej debiutantki po łódzkiej filmówce, Marty Prus, która poświęciła kilka lat życia, by zrealizować „Over the Limit” – film, który zgarnął najwięcej nagród podczas tegorocznej edycji KFF. Młoda Polka wykazała się godnym podziwu uporem, podążając za reprezentacją rosyjskich gimnastyczek i przekonując do filmu apodyktyczną i władczą Irinę Viner szefową szkolenia kadry.

W efekcie powstał film o niej, drugiej trenerce i ich relacjach z 20-letnią zawodniczką, Margaritą Mamun, która jest główną bohaterką dokumentu. Przygotowania do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro od kulis okazują się piekłem, które potrafią przetrwać tylko najsilniejsze (przede wszystkim psychicznie) jednostki. „Over the Limit” w naturalistyczny sposób pokazuje koszty sukcesu i stawia pytania o to, czy jest on wart każdej ceny.

Heroiczne przełamywanie własnych słabości i dążenie do celu wbrew wszelkim przeciwnościom to także cecha Jerzego Górskiego, bohatera dokumentu „Mistrz świata” w reżyserii Kacpra Lisowskiego. Z tą jednak różnicą, że wielka postać polskiego i światowego triathlonu (znana także z filmu „Najlepszy” w reżyserii Łukasza Palkowskiego i z książki Łukasza Grassa pod tym samym tytułem) sukcesy ma już za sobą. Obecnie jest inspiracją dla tych, którzy potrzebują wsparcia w zmaganiu się ze swoimi demonami. I stosuje diametralnie inne metody niż Irina Viner z filmu „Over the Limit”. Górski jest bowiem świadomy, że nikogo do niczego nie zmusi. Może natomiast przekonywać, motywować i świecić przykładem, że nic nie jest niemożliwe. W końcu on sam wyrwał się ze szponów narkotykowego nałogu i został triathlonowym mistrzem świata.

Podobną determinację wykazuje bohater filmu „Newborn” w reżyserii Lidii Dudy. Chłopak, który właśnie wkroczył w dorosłość i został ojcem, od lat spędza wolny czas na siłowni, gdzie wypracował przez ten czas nadludzką siłę. Na międzynarodowych zawodach w sportach siłowych nie ma sobie równych. Podziwia go sam Arnold Schwarzenegger. A on nic sobie nie robi z tych zaszczytów i zaproszeń do wielkiego świata. Po każdych zawodach wraca do swojej skromnej wiejskiej siłowni, bo poza żoną i dzieckiem najbardziej kocha treningi. I nie potrzebuje niczego więcej, co we współczesnym świecie czyni go wyjątkowym.

Z bliska o tym, co między ludźmi

Zwycięstwo w konkursie polskim odniosła jednak autorska i kameralna perełka – dokument debiutanta Rafała Łysaka „Miłość bezwarunkowa”. Autotematyczny film, który pozwala poznać z bliska nietypową relację 27-letniego autora oraz jego babci. Wnuczek jest jej oczkiem w głowie, lecz kobieta nie potrafi zaakceptować jego homoseksualizmu. Wiekowa tradycjonalistka martwi się o jego przyszłość, , ponieważ nie wyobraża sobie innej życiowej drogi dla młodego mężczyzny niż małżeństwo z kobietą. Czy więzy krwi i związane z nimi uczucie przeważy jednak szalę i zmieni konserwatywną babcię? Intymne i czułe arcydzieło.

Natomiast Grzegorz Zariczny w „Ostatniej lekcji” skierował obiektyw na młodych ludzi u progu dorosłości. Jego bohaterami zostali maturzyści, których podgląda chwilę przed momentem, gdy przestanie ich osłaniać parasol ochronny. O czym myślą w tym trudnym czasie? Jak planują swoją przyszłość? Czy pozostaną niewinni i wierni sobie po zderzeniu z dorosłością?

Tymczasem męsko-damskiej relacji z bliska przygląda się w pokazywanej wcześniej w Cannes animacji „III” Marta Pajek. W kolejnej części swojego tryptyku autorka wraca do koncepcji figury niemożliwej, tym razem w intensywnym wariancie intymnym. Pełna erotyzmu animacja rozpala zmysły, pobudza wyobraźnię i wywołuje dreszcz napięcia. Bohaterowie spotykają się w poczekalni na końcu krętego korytarza przypominającego labirynt. Nieważne po co przyszli i czy wcześniej się znali. Istotna jest tylko gra, która się między nimi zaczyna – zmysłowa, a jednocześnie niepokojąca. A przede wszystkim podana w taki sposób, że można poczuć, jakby się było między dwojgiem bohaterów w trakcie romansu. Pociągające i wprawiające w stan zakłopotania, jak podglądanie subtelnych pieszczot zakochanych. To film, którego trzeba dotknąć, tak jak on dotyka widza.

Rodzina jakiej nie znamy

W konkursie międzynarodowym 58. KFF duże wrażenie zrobiły produkcje familijne, o ile można użyć takiego określenia. Główną nagrodę zdobył film „O ojcach i synach” w reżyserii Talala Derkiego, który przyglądał się z bliska życiu dżihadystów. Urodzony w Damaszku reżyser wrócił do swojego kraju, gdzie udało mu się zdobyć zaufanie rodziny islamskiego fundamentalisty, z którą spędził ponad dwa lata, filmując domową codzienność i walkę z wrogiem. W cieniu toczącej się wojny dorasta najmłodsze pokolenie bojowników dżihadu – pozbawione dzieciństwa, poddawane praniu mózgów i morderczym treningom. Z tych dzieci po prostu muszą wyrosnąć żołnierze, terroryści lub innego rodzaju wojownicy, ponieważ wojnę mają we krwi, a potrzebę walki wpaja się im od najmłodszych lat. Przerażający portret Bliskiego Wschodu, który do tej pory na podstawie doniesień medialnych można było sobie tylko wyobrażać…

Zupełnie inną rodzinę pokazały w filmie „Biała mama” Zosya Rodkevich (laureatka KFF w roku 2016 za film „Mój przyjaciel Borys Niemcow) i Evgeniya Ostanina. Tytułowa bohaterka ich dokumentu, Alina, ma sześcioro ciemnoskórych dzieci ze związku z Etiopczykiem. Mimo to decyduje się adoptować jeszcze jednego białego chłopca, który zmaga się z problemami psychicznymi. Nietypowa rosyjska rodzina zostaje wystawiona na ciężką próbę, bo mały tyran zachodzi za skórę wszystkim jej członkom, łącznie z anielsko cierpliwą i opiekuńczą kobietą.

A ukazane od środka rodzinne piekło uderza przede wszystkim tym, z jak bliska i z jaką wiarygodnością został pokazany obecny w nim emocjonalny rollercoaster. Podczas tego filmu trudno poczuć się komfortowo. A co mają powiedzieć sami członkowie rodziny, którzy funkcjonują w tym świecie na stałe, a nie tylko przez kilkadziesiąt minut seansu? Wstrząsające kinowe doświadczenie.

Z zupełnie innej beczki

Obok kameralnych historii rodzinnych na 58. Krakowskim Festiwalu Filmowym znalazło się też miejsce na sylwetki wielkich postaci, jak w nagrodzonym Złotym Hejnałem dokumencie „Ryūichi Sakamoto: Coda” w reżyserii Stephena Nomury Schible’a. Bohaterem filmu jest słynny japoński kompozytor, autor muzyki do filmów Bernardo Bertolucciego, Pedro Almodóvara, Briana De Palmy, a ostatnio do „Zjawy” Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Tym razem daje się jednak poznać nie tylko jako autor muzyki filmowej, lecz przede wszystkim jako muzyczny eksperymentator, aktywista walczący z degradacją środowiska naturalnego i człowiek zmagający się z ciężką chorobą. Nowych dźwięków poszukuje w naturze - na biegunie północnym i w skażonych rejonach Fukushimy, ale także w Afryce, skąd wywodzi się homo sapiens. Opowieść o korzeniach muzyki zamienia się w filmową medytację, mówi o walce człowieka z jego ograniczeniami. A przy okazji porywa mocą dźwięków genialnej muzyki i ujmuje dzięki osobowości i skromności głównego bohatera.

Tymczasem młody polski debiutant Maciej Kawalec pokazał, że festiwalowe kino nie musi być smutne i przygnębiające. Jego „Atlas” to inteligentna krótka komedia w doborowej obsadzie. Główni bohaterowie dworują sobie z utartych schematów i wyuczonych prawd, łamią stereotypy oraz przekraczają granice mitu i realności. A może wcale nie? Może tylko wciągają nas w swoją chorą rozgrywkę? W końcu akcja filmu rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym… Pewne jest za to jedno - że to kawałek świeżego i przystępnego kina, którego nie powstydziliby się również bardziej doświadczeni twórcy.

Lekką formą zaskoczył również Marcin Podolec w animacji „Colaholic”. A właściwie w animowanym dokumencie - już drugim po filmie „Dokument”, dzięki czemu ta forma powoli staje się jego znakiem rozpoznawczym. Tym razem nie czerpał jednak z cudzych, a z własnych doświadczeń. W komediowej formule podzielił się przeżyciami, które towarzyszyły mu podczas walki z cocacolowym nałogiem...

58. Krakowski Festiwal Filmowy stał jednak - jak co roku - przede wszystkim dokumentem. I to nie tylko długimi, kinowymi produkcjami, lecz także krótkimi metrażami, które często po festiwalu osiągają status białych kruków, ponieważ nigdzie nie można ich obejrzeć. A szkoda, bo wiele z nich zasługuje na to zdecydowanie bardziej od kinowych produkcji pełnometrażowych.

Zobacz także:
Święto dokumentu na 15. Docs Against Gravity
„Najlepszy”: Nowy smak zwycięstwa w kinie
Prawie Oscar. Fenomen filmu „Twój Vincent”

Komentarze
© Polsat Film 2018