2018-06-21

Agnieszka Odorowicz: Komercyjne nie jest łatwe

0

Szefowa Cyfrowej Strefy Twórców o filmowych sukcesach i planach Grupy Polsat. Agnieszka Odorowicz opowiada, co stało za sukcesem takich produkcji jak „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego i „Narzeczony na niby” Bartosza Prokopowicza. Mówi też, na jakim etapie znajdują się inne projekty Grupy Polsat: „Gwiazda” i „Wilq Superbohater”. A przy okazji ujawnia, w jakie filmy jeszcze weszła CST oraz tłumaczy, dlaczego musi odrzucać tak wiele znakomitych scenariuszy.

- Właśnie minęły dwa lata od powstania Cyfrowej Strefy Twórców (11 maja 2016 r.). Jak pani podsumuje ten okres?
- Dwa lata w filmie to czas, który jest w zasadzie nieistotny. Ta sztuka wymaga długich przygotowań, długich prac literackich, a na końcu kosztownej i też niekrótkiej realizacji, by widzowie mogli zobaczyć efekt na ekranach kin, a wiele miesięcy później także na ekranach telewizorów.

Ale rzeczywiście dwa lata temu uruchomiliśmy portal Cyfrowa Strefa Twórców, który miał zakomunikować branży, że oto Grupa Polsat chce wejść poważniej we współfinansowanie i finansowanie kinematografii; że jest zainteresowana głównie filmami fabularnymi przeznaczonymi do kina. Ale nie tylko nimi. I że zapraszamy do współpracy także osoby, które z Telewizją Polsat i Grupą Polsat nigdy nie miały nic wspólnego. To spotkało się z dużym oddźwiękiem środowiskowym.

- Jak dużym?
- Przez ten czas wpłynęło do nas 663 wnioski. Projekty są zgłaszane na bardzo różnym etapie - od pomysłu, przez wczesny development, po projekty, którym brakuje już niewiele środków, a nawet po takie, które już powstają i chciałyby zainteresować Telewizję Polsat zakupem licencji. Bo Cyfrowa Strefa Twórców to wszechstronna platforma, która umożliwia aplikowanie w bardzo różnych sprawach - do zakupu licencji, przez koprodukcję, aż po pełną produkcję filmu od samego pomysłu do premiery.

- Udało się już zrealizować taki film od podstaw?
- Takim projektem robionym w całości wewnątrz grupy był film „Narzeczony na niby”. Od pierwszej wersji scenariusza, przez produkcję, aż po dystrybucję i prawa telewizyjne.

- A „Najlepszy”?
- To była pierwsza koprodukcja, w którą weszliśmy. I uważam, że to była dobra decyzja i udana współpraca, bo powstał świetny film, który podobał się widzom. Przyciągnął do kin 750 tys. ludzi, wygrał liczne nagrody na festiwalach, w tym wiele nagród od publiczności. Bo mimo że to trudna historia, to została opowiedziana w taki sposób, że podoba się w różnych grupach wiekowych.

- Koprodukowaliście też „Za niebieskimi drzwiami”.
- To projekt realizowany przez TFP, koprodukcja Telewizji Polsat. Ale prace literackie nad tym filmem trwały, zanim powstała Cyfrowa Strefa Twórców. Pod nasze skrzydła przeszedł na etapie postprodukcji i dystrybucji.

- Patrząc na wyniki frekwencyjne filmów Cyfrowej Strefy Twórców, trzeba przyznać, że ma pani nosa do polskiego kina.
- Jesteśmy nastawieni na filmy komercyjne, co nie znaczy głupie. Nie chcemy produkować slapstickowych komedii, w których co chwila ktoś wymiotuje i to ma być śmiesznie, tylko filmy, które mieszczą się w granicach gatunków i są atrakcyjne dla widza, mają potencjał na dużą widownię. Stąd też wiele nieporozumień, jakie zaistniały między autorami ślącymi do nas swoje projekty a Cyfrową Strefą Twórców. Otrzymaliśmy wiele świetnych scenariuszy ambitnych filmów autorskich. I te filmy powstały lub powstają z udziałem innych pieniędzy, głównie publicznych. My oceniliśmy wartość merytoryczną tych projektów bardzo wysoko, scenariusze były naprawdę interesujące. Ale nie widzieliśmy wystarczającego potencjału komercyjnego i nie mogliśmy w nich uczestniczyć. Co nie oznacza, że nie życzymy im dobrze. Wręcz odwrotnie, trzymamy za nie kciuki i jesteśmy przekonani, że wiele z tych filmów zdobędzie nagrody na festiwalach i będzie pokazywanych za granicą. Niemniej jednak nasz główny obszar działania to rynek polski i podczas rozpatrywania projektów mamy przed oczami głównie masową polską widownię.

- W jaki sposób ocenia się potencjał komercyjny zgłaszanego projektu?
- Przede wszystkim interesuje nas to, czy twórca wie, do kogo kieruje swoją wypowiedź. Polski rynek filmowy jest bardzo trudny. Za wyjątkiem kilku autorów, którzy mają swoją stałą publiczność, jak Wojtek Smarzowski czy Janek Komasa, to cała reszta  jest oceniana rynkowo. Po analizie rynku wiemy, jakie filmy Polacy wybierają, jakie tematy mogą zainteresować szersze grono widzów i jakie filmy mogą się wyróżnić na tle tego, co jest dostępne.

- Na przykład?
- Filmy biograficzne. Jeżeli pierwowzór postaci jest ikoną dla dużej grupy ludzi, to na pewno biografia na podstawie życia takiego bohatera będzie dla wielu widzów interesująca. W grę wchodzą także filmy poruszające nieznane lub mało znane wydarzenia historyczne. Najpopularniejsze są jednak komedie i komedie romantyczne. A o nie najtrudniej na rynku, bo jest masa scenariuszy, które pretendują do tego gatunku, ale nie spełniają podstawowych norm gatunkowych.

- Są nieśmieszne?
- Tak, nieśmieszne komedie, nieromantyczne komedie romantyczne, nietrzymające w napięciu sensacje i tak dalej.

- A takie filmy, na których trzeba się trochę bać - jak horrory czy thrillery - też interesują Cyfrową Strefę Twórców?
- Oczywiście, interesują nas wszystkie filmy gatunkowe, ale trzeba pamiętać o tym, że w przypadku takich gatunków jak science-fiction czy filmy sensacyjne mamy do czynienia z ogromną konkurencją produkcji amerykańskich. I trzeba się liczyć z tym, że widz będzie nas do nich porównywał.

Poza tym jeżeli tekst niesie w sobie potencjał na oryginalny film sensacyjny czy science-fiction, to super, ale jeszcze trzeba sobie zadać pytanie, czy istnieją w Polsce takie fundusze, które pozwolą zrealizować ten film i czy koszt takiego filmu nie przekroczy znacząco potencjalnych przychodów z polskiego rynku. To jest ta pułapka małego rynku, jaki mamy, że nie bardzo nas stać na filmy o budżecie 30, 40 czy 50 milionów złotych. Chyba, że są finansowane w większości z pieniędzy publicznych.

- W PISF była jednak pani orędowniczką kina historycznego, które nie może być tanie, bo - jak powiedział Wojtek Smarzowski - nikt nie będzie oglądał tekturowych czołgów.
- W PISF przyjmowaliśmy zupełnie inne kryteria oceny filmów, ponieważ Instytut nie był powołany po to, by wspierać  głównie komercję, tylko do tego, by zapewnić różnorodność w kinach, żeby każdy widz mógł znaleźć coś dla siebie. Bo jeden wybierze komedię, drugi film historyczny, a trzeci dramat psychologiczny. A także po to, by ułatwić zawodowy start młodym twórcom. A priorytety Cyfrowej Strefy Twórców różnią się od celów PISF-u. My traktujemy film w kategoriach biznesowych.

Przemysł filmowy i branża filmowa w krótkim czasie istnienia PISF-u odzyskały szacunek widza, a polskie filmy zaczęły być obecne na największych festiwalach. Za mojej kadencji w PISF mieliśmy kilka nominacji do Oscara, otrzymaliśmy Oscara z „Idę”, pojawiły się nagrody w Berlinie, Wenecji, Toronto. A w tym roku Paweł Pawlikowski ze swoim filmem dostał się do konkursu głównego w Cannes. Bardzo dobrze, że istnieje Instytut, który wspiera ambitne artystyczne projekty, w oparciu o które bardzo trudno jest zbudować model biznesowy. Bo taki film jak „Ida” może być komercyjny tylko pod warunkiem, że operuje się na wielu rynkach. To się udało, bo twórca osiągnął sukces. Ale generalnie polskie filmy ze względu na język największe przychody osiągają na polskim rynku. Jeżeli tutaj się nie zwrócą, to prawdopodobnie nie zwrócą się wcale. A my jako Grupa Polsat musimy brać to pod uwagę.

- Potrafi pani w liczbach określić potencjał komercyjny filmu, który interesuje Cyfrową Strefę Twórców?
- To zależy od projektu. Nie przekreślamy filmów, które szacujemy na  250-300 tys. widzów w kinach pod warunkiem, że twórcy nie chcą od nas wielu milionów. Nasz udział jest możliwy , jeśli oceniamy, że osiągniemy przynajmniej zwrot  z inwestycji.Drugie kryterium jest takie, czy film będzie możliwy do emisji w prime time w telewizji, bo to nasze drugie najważniejsze pole eksploatacji jako Grupy. Bo nawet jeśli się twórcom poślizgnie noga albo dystrybutor wprowadzi film w okresie, kiedy jest duża konkurencja i zamiast 800 tys. widzów będzie 600 tys., to może on jeszcze okazać się zyskowny. Wystarczy, że będzie miał dużą oglądalność na naszych antenach. Dlatego im jest to bardziej artystyczny film, i często na  tym późniejszą godzinę emisji się nadaje, tym mniejsza jest jego wartość komercyjna dla Grupy.

- Wróćmy na chwilę do początku. Kiedy startowała Cyfrowa Strefa Twórców, w planach były cztery filmy. Dwa z nich - „Najlepszego” i „Narzeczonego na niby” - już znamy. A co z pozostałymi dwoma, których robocze tytuły to „Gwiazda” i „Wilq Superbohater”?
- „Wilq Superbohater” jest na końcowym etapie produkcji. Filmy animowane produkuje się znacznie dłużej niż fabularne. Serial „Wilq Superbohater” zostanie skończony pod koniec roku.

- A co z „Gwiazdą”?
- To projekt filmu biograficznego o Annie Przybylskiej, który z różnych powodów się opóźnia. Mamy scenariusz, chcielibyśmy rozpocząć realizację tego projektu, ale on został na razie zatrzymany ze względów formalno-prawnych. Mam nadzieję, że uda nam się porozumieć ze spadkobiercami aktorki i produkcja dojdzie do skutku, bo poświęciliśmy ponad rok na przygotowania i prace nad scenariuszem. Powstał dobry tekst, z finansowaniem też nie będzie problemu. Pozostaje tylko ustalenie wspólnego stanowiska z rodziną w sprawie tego projektu, ponieważ chcielibyśmy mieć poparcie jej najbliższych, robiąc ten film.

- W jakie jeszcze produkcje weszła Cyfrowa Strefa Twórców w ciągu minionych dwóch lat?
- Koprodukujemy film „Najmro” - balladę rzezimieszkowską o Zdzisławie Najmrodzkim. Otrzymaliśmy dofinansowanie z PISF i niewiele już nam brakuje do zamknięcia budżetu. Zdjęcia rozpoczną się  wczesną jesienią.

- Kto stanie za kamerą?
- Mateusz Rakowicz. Będzie to jego debiut reżyserski.

- Może pani ujawnić jakieś szczegóły tej ballady rzezimieszkowskiej?
- Najmrodzkiego poznamy w momencie, gdy jest już słynnym złodziejem okradającym pewexy. Film zostanie zrealizowany w konwencji popartowej, a głównym bohaterem będzie właściwie antybohater, czyli złodziej, który ma jednak swoje zasady - nie gwałci, nie morduje…

- Taki trochę Robin Hood albo Janosik?
Może nie tak dosłownie, ale to bardzo interesująca postać epoki PRL, która nie mieści się w tym systemie i buduje sobie równoległą rzeczywistość z osobnymi zasadami i prawami. Zaprasza do niej współpracowników i przyjaciół, z którymi działają niczym muszkieterowie - w myśl zasady: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Policja wielokrotnie go łapała, a on bodajże dwadzieścia dziewięć razy uciekał im zewsząd - z pociągu, z konwoju, z więzienia. Skąd się tylko dało.

To prawdziwa historia?
Tak, przetworzona na potrzeby współczesnego języka kina. Dobrany został gatunek, który służy przedstawieniu tej historii jako sensacyjnej powieści o rzezimieszku. 

- Będziemy mieli do czynienia z filmem podobnym do „Najlepszego”, który też czerpał z prawdziwych wydarzeń?
„Najlepszy” gatunkowo jest filmem zdecydowanie cięższego kalibru. Tutaj mamy do czynienia z filmem, w którym wiemy, że bohaterem jest złodziej, ale do końca trzymamy kciuki, żeby nikt go nie złapał. A jak ktoś go już łapie, to trzymamy kciuki, żeby uciekł. Czysta rozrywka. I opowieść o miłości. 

- „Narzeczony na niby” doczeka się kontynuacji?
Przymierzamy się i do drugiego filmu kinowego, i do serialu. Na obecnym etapie nie mogę jednak powiedzieć jeszcze nic pewnego na ten temat, ponieważ wciąż trwają prace literackie.

Jaki film Grupy Polsat zobaczymy najszybciej?
Jesienią do kin wejdzie „Dywizjon 303” w reżyserii Denisa Delicia. Weszliśmy w ten projekt dość późno. Obecnie jest na etapie postprodukcji i chcielibyśmy, by producent zdążył z zamknięciem prac na Festiwal Filmowy w Gdyni. Problem stanowią skomplikowane efekty specjalne, których przygotowanie trwa bardzo długo i trudno ocenić, ile to jeszcze potrwa.

Jesienią wejdzie też do kin komedia romantyczna produkcji TV Polsat „Serce nie sługa” Filipa Zylbera. W rolach głównych wystąpią Roma Gąsiorowska i Paweł Domagała. Film jest już właściwie skończony. 

- Następne projekty na pewno wciąż wpływają. Jakie są dalsze losy wniosków, które dostaje Cyfrowa Strefa Twórców?
Twórca przesyła scenariusz albo treatment, z którym się zapoznajemy. 

- My czyli kto?
Zespół jedenastu osób, które zajmują się pracami literackimi w Telewizji Polsat, w Cyfrowym Polsacie, w dystrybucji Mówi Serwis. Każdy projekt jest oceniany ze wszystkich stron - antena ocenia potencjał dla anteny, Cyfrowy Polsat ocenia potencjał sprzedaży VoD, Mówi Serwis ocenia potencjał kinowy. Zebrawszy te wszystkie opinie, uznajemy, że jakiś projekt jest komercyjny albo nie.

Bo przychodzi do nas wiele świetnych tematów, znakomitych scenariuszy, na przykład film o Jerzym Kuleju czy nowy film Marka Koterskiego. Ale nie wchodzimy w nie, bo na przykład Telewizja Polsat uznaje, że z jej punktu widzenia ta propozycja ma za mały potencjał komercyjny. A dla nas to bardzo ważne, zwłaszcza w przypadku projektów, których potencjał kinowy trudno ocenić. Wtedy bardzo ważne jest, co na ten projekt mówi nasz nadawca. Jeśli jest pewny, że w prime time film będzie chętnie oglądany, to ten projekt się nam opłaca. A jeżeli nadawca uważa, że to nie jest propozycja dla widza Polsatu, to musimy kalkulować tylko rynek kinowy. A to bardzo trudne w przypadku projektów, które są między komercją a filmem autorskim.

Szkoda pani tych odrzucanych projektów?
No pewnie! Ale bardzo trudno zrobić dla nich model biznesowy. Myślę jednak, że w przyszłości, jeśli będzie decyzja strategiczna, że mamy rozwijać kontent Grupy niezależnie od tego, co się nadaje do prime time w Polsacie, tylko będziemy inwestować w filmy, które mogą się zwracać przez dłuższy czas, to pewnie takie projekty jak nowy film Marka Koterskiego czy „Twarz” Małgosi Szumowskiej będą nas też interesowały. Ale na obecnym etapie podejmujemy się projektów w miarę pewnych i na żadnym na razie nie straciliśmy. A wręcz przeciwnie - przy „Narzeczonym na niby” Grupa odniosła sukces finansowy. 

- Skoro mowa o finansach, to obecnie w siłę rośnie rynek seriali. Do Cyfrowej Strefy Twórców wpływa wiele projektów seriali, ale podobno żaden z dotychczasowych nie spełniał kryteriów Grupy.
Seriale ramówkowe Polsatu podlegają ocenie anteny. Istnieje tam przekonanie, że wśród widzów Polsatu nie sprawdzają się seriale kryminalne, a najlepiej rokują obyczajowe. Nie mówimy oczywiście o docu-soup’ach, bo to zupełnie inna kategoria. Kiedy wpływa do nas taki wniosek, przekazujemy go do innych anten, które mają w ramówkach tego typu kontent. Tymczasem seriali obyczajowych dostajemy najmniej. 

- Mówimy o antenie. A jakie seriale interesują Cyfrową Strefę Twórców?
Seriale premium, dla wymagającego widza, które sprostają kryteriom artystycznym i jakościowym widza chętnie sięgającego po kontent Netflixa, Showmaxa i HBO. Widza, który dzisiaj ogląda na przykład seriale zrealizowane na podstawie skandynawskich thrillerów, kryminałów… 

- Czyli jednak kryminały?
Oczywiście, dla seriali premium tak. I dostajemy mnóstwo propozycji takich seriali. Tylko że jak je czytamy, to mamy wrażenie, że albo już to widzieliśmy, albo że ten serial nie trzyma się gatunku i trudno powiedzieć, kto miałby oglądać tę produkcję. Ale szukamy cały czas ciekawych propozycji. Mam jednak wrażenie, że wiele spośród tych, które do nas trafiają, to projekty, które zostały odrzucone gdzie indziej. Część z nich czytałam już w nieco innej wersji w PISF-ie. Ale liczymy na to, że z upływem czasu staniemy się miejscem, do którego ciekawe scenariusze będą wpływały w pierwszej kolejności.

- Jakie gatunki seriali premium są mile widziane?
Ballady rzezimieszkowskie, kryminały, thrillery. Ale też seriale komediowe, które są jednak najtrudniejszym gatunkiem. 

- A co z produkcjami dokumentalnymi?
Nie mogę powiedzieć, że nas nie interesują, bo koprodukujemy teraz „Niepodległość” w reżyserii Krzysztofa Talczewskiego - historię odzyskania przez Polskę niepodległości w pigułce. Posługujemy się materiałami archiwalnymi w większości niedostępnymi w Polsce - francuskimi, angielskimi, amerykańskimi, rosyjskimi. To będzie opowieść o tym, ile ludzi i zbiegów okoliczności musiało się złożyć na to, byśmy odzyskali niepodległość. Wydawało mi się, że sporo na ten temat wiem, ale ten film pokazał mi, że o wielu interesujących faktach nie miałam pojęcia. 

- Zobaczymy ten film listopadzie?
Tak, powinien pojawić się kinach na rocznicę odzyskania niepodległości, a później w Polsacie. 

- Jakie projekty filmów dokumentalnych mogą zainteresować Cyfrową Strefę Twórców?
To musi być z założenia dokument do kina. Dokumentalne filmy telewizyjne nas nie interesują. Takie projekty można składać bezpośrednio do anten. A jeszcze łatwiej jest wtedy, kiedy producent ma już część dofinansowania. 

- Dużo złych scenariuszy przychodzi do Cyfrowej Strefy Twórców?
Jest mnóstwo projektów, których twórcom się wydaje, że są komercyjne, bo w ich zamierzeniu są na przykład komedią. A one często są po prostu słabe. Ale czasem w kiepskim scenariuszu jest dobry pomysł i takim twórcom oferujemy wspólną pracę nad projektem. Odpisujemy wszystkim i mam wrażenie, że nawzajem się siebie uczymy. 

- A dużo przychodzi dobrych?
Jak do tej pory najlepsze scenariusze, które dostawaliśmy, to autorskie wypowiedzi twórców - Marka Koterskiego, Andrzeja Jakimowskiego, Jacka Borcucha i tak dalej. To kino o wysokich walorach artystycznych i potencjale festiwalowym. Niestety trudno jest do niego stworzyć taki model biznesowy, aby oczekiwane przez producenta inwestycje w te filmy się nam zwróciły.

Rozmawiał Bartosz Wróblewski

Zobacz także:
Dwa miliony biletów! Sukces filmu „Narzeczony na niby”
Ponad milion widzów obejrzało film „Narzeczony na niby”
„Narzeczony na niby”, czyli nowe oblicze gwiazd ekranu
Piotr Adamczyk knuje, psuje i jest zły. Nie na niby!
„Narzeczony na niby” to dużo miłości i dużo wzruszeń
„Narzeczony na niby”, a śmieszy i wzrusza naprawdę
„Najlepszy”: Nowy smak zwycięstwa w kinie
„Najlepszy” - polski film, który daje nadzieję

Komentarze
© Polsat Film 2018